Czy musisz być szczęśliwy?
Wszyscy chcemy szczęścia, życzymy sobie tego przy różnych okazjach – ale czy MUSIMY być szczęśliwi? To naprawdę ciekawe pytanie. Zauważ, że kiedy CHCE ci się jeść, po długim okresie głodowania, masz naturalną i silną motywację do tego, żeby to jedzenie zdobyć, bez względu na koszty, konsekwencje, innych ludzi. Historia dostarcza wielu przykładów, do czego zdolny jest człowiek na granicy śmierci głodowej. To naturalny, pierwotny instynkt przetrwania. Ewolucja wyposażyła nas w niego, aby zrealizować swój cel – przekazanie kodu genetycznego, przetrwanie gatunku. Nie tylko chcesz, ty musisz jeść. Czy ewolucja interesuje się tym, czy przekazując ten kod jesteśmy uśmiechnięci i zadowoleni, czy może sfrustrowani i nieszczęśliwi? Nie, o to ewolucja nie dba. Zadbała, aby podczas aktu przekazywania kodu było nam przyjemnie i do procesu prokreacji też mamy wdrukowaną motywację.
A co ze szczęściem, spełnieniem i innymi potrzebami wyższego rzędu? Wygląda na to, że nie mamy naturalnej motywacji do bycia szczęśliwymi. Czy może mamy, tylko ulega ona zatarciu i osłabieniu, kiedy wkraczamy w dorosły świat, porzucamy marzenia na rzecz przynależenia do społeczeństwa? Odpowiedź na to pytanie niesie pewne konsekwencje.
To co musimy osiągnąć, znajduje się na dole piramidy potrzeb Maslowa, to potrzeby niedoboru. One zawsze mają priorytet, ponieważ od nich zależy nasze przetrwanie i ich zaspokojenie jest konieczne aby móc sięgać do potrzeb wzrostu (szacunku, samorealizacji, transcendencji). Kiedy człowiek jest głodny, ma tylko jeden problem. Nie myśli o spełnieniu, szczęściu, swojej misji – chce tylko zjeść. Musi zjeść. Kiedy go nakarmimy i umieścimy w bezpiecznym miejscu, nagle pojawia się setka problemów. Wkracza ego z nieustającym strumieniem myśli „A co z moją przyszłością? Czy dam sobie radę? Kim powinienem się stać? Czy dokonałem dobrych wyborów w przeszłości? A gdybym jednak zachował się inaczej? Jak by to było? Chciałbym mieć taki samochód… I taki zegarek… i być gdzie indziej…”.
Można ten proces oczywiście odwrócić – na kursie instruktora sportu wykładowca opowiadał nam historię, o tym, jak pewna firma nie mogła sobie poradzić z wysokim poziomem stresu i frustracji u swoich handlowców. Cały czas mieli w głowie, liczby, kontrakty, przeszłe porażki i stresy przyszłych wyzwań. Oczywiście nie wspomagało to ich efektywności… Po kolejnych nieudanych sesjach z różnymi specjalistami, pojawił się jeden, który miał mniej standardowe podejście. Co zrobił? Zabrał ich wszystkich do bani (rosyjska odmiana sauny), gdzie podczas kąpieli parowej raczył ich wszystkich wódką i spirytusem…
Następnego dnia wszyscy byli praktycznie martwi, tak skacowani, z tak ogromnym bólem głowy, że nie mogli myśleć o niczym. Chcieli tylko przeżyć ten dzień. Nie dbali o wyniki, wykresy i sprzedaż, największą ambicją było przetrwać kolejną godzinę. Ciało przechodziło udrękę, ale umysł odpoczął. Po tym doświadczeniu łatwiej było im nabrać dystansu do tego, czym zajmowali się na co dzień.
Kiedy tracimy jedną z niższych potrzeb, spada nam motywacja do rozwoju. Czyli musimy przede wszystkim przetrwać, żyć, a dopiero potem możemy rozwijać się aż do ostatniego szczebla potrzeb – potrzeby transcendencji, duchowości. Ten ostatni poziom został dodany przez Masłowa, na krótko przed jego śmiercią i sugeruje, że aby osiągnąć pełne spełnienie (szczęście) przechodzimy od postrzegania siebie nawzajem jako niezależnych jednostek, do zrozumienia, że jesteśmy współzależną całością.
Czyli szczęście jest na drodze rozwoju człowieka, jednak o ile na początku tej drogi nasza motywacja jest wspierana przez ewolucję i instynkt, o tyle w dalszej części jest to nieco bardziej skomplikowane. Dobrym obrazem tej sytuacji jest również społeczeństwo, w którym żyjemy; z państwowych pieniędzy dbamy o to, aby ludzie nie głodowali, nie zamarzali zimą, budujemy szpitale dla chorych, domy opieki dla starszych. Zauważ jednak, że nie ma Ministerstwa Szczęścia, nie możesz zadzwonić na 112 i powiedzieć „Nagły wypadek – przestałem być szczęśliwy!”. O swoje szczęście musimy zadbać sami, motywację do dalszej części tej wędrówki musimy czerpać w inny sposób niż dotychczas, chociaż jak się okaże – z tych samych źródeł.

